Strona:PL Bolesław Prus - Drobiazgi.djvu/154

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kowie zawsze piastowali jakieś urzęda kościelne, cywilne, lub wojskowe. Gdym się więc o nią oświadczył, zarzucono mi, że wprawdzie mam dobre ułożenie, talenta i ładny majątek, ale — nie posiadam stanowiska.
Naturalnie, że po takiem dictum, natychmiast podałem się na aplikanta w komisji spraw wewnętrznych i w następstwie połączyłem się z najdroższą Ewcią. Gdy jednak wkrótce po weselu trafiła mi się owa przygoda z koncertem, byłem tak złamany na duchu, że rodzina moja i Ewci (ażeby ochronić mnie od możliwego samobójstwa) namówiły nas do wyjazdu zagranicę.
Bawiliśmy tam parę lat, wróciliśmy, wyjechaliśmy znowu; potem spadły na mnie troski ojcostwa, potem edukacja syna, wydanie zamąż starszej córki, i — tak jakoś czas zeszedł.
Dopiero po upływie trzydziestu lat, żona moja przypomniała sobie, że ja koniecznie powinienem zajmować jakieś stanowisko.
Rozmowa nasza o tym przedmiocie odbyła się w szczególnych warunkach.
Słońce zachodziło i w gabinecie mojej żony był już pomrok. Ewcia siedziała na amarantowym fotelu, w czarnej sukni, mając z jednej strony palmę, z drugiej tamburek, na którym haftowała mi pantofle. Zazwyczaj posągowo piękna twarz żony wyglądała w tej chwili prawie surowo.
Spostrzegłszy ten wyraz, szybko przypomniałem sobie historją kilku dni ostatnich. Ponieważ jednak nie znalazłem nic w tych czasach, cobym sobie mógł wyrzucać, więc ogarnął mnie taki niepokój, że, usiadłszy na taburecie, nie śmiałem ust otworzyć.
— Czy nie narobił kto jakich plotek?... — myślałem, czując chłód na plecach, podczas gdy żona utopiła we mnie spokojne, lecz przenikliwe spojrzenie. Prawie nie mogłem oddychać.