Strona:PL Bolesław Prus - Drobiazgi.djvu/149

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


się w nocy, dzięki swojej ślizgości. Ponieważ w dodatku upłynął termin klątwy, rzuconej przez anioła, a Gębarzewski utraconą siłę tarcia odzyskał, lekarz więc nie mógł sprawdzić jej chwilowego braku i zadecydował, że wszystkie wypadki, jakim biedny młodzieniec uległ poprzedniego wieczoru, były skutkiem pijaństwa...
Tak więc — zakończył telegrafista — przez chwilowy brak siły tarcia, na którą wszyscy mamy zwyczaj narzekać, młody i zdolny człowiek stracił posadę na kolei, majętną narzeczonę i stosunki z ludźmi, a zyskał krzywdzący tytuł pijaka.
To też myśląc o jego przygodach, nigdy nie sarkam na świat i nie chcę poprawiać tego, co mi się wydaje wadliwem.
— Nawet to, że noc Sylwestra przepędzasz w wagonie, zamiast w Resursie? — spytał konduktor z rudym zarostem.
— Nawet to.
— I nawet to, że nas, jak uważam, zasypuje śnieżyca? — dodał nadkonduktor, usłyszawszy alarmowe sygnały maszynisty.
— Trudna rada.
Pociąg rzeczywiście stanął w tej samej chwili, kiedy w Resursie zaczęto tańczyć trzeciego walca. Konduktorzy wybiegli z przedziału na plant, który wyglądał jak góra śniegu.
— Postojemy do rana — mruknął nadkonduktor. — Chociaż — dodał po chwili — niewiadomo, czy nam to nie wyjdzie na dobre.
— Więc uwierzyłeś w historją Gębarzewskiego? — spytał go szpakowaty brunet.
— Wierzę w to, że Gębarzewski był pijany i że telegrafista jest narwaniec. Swoją drogą jednak, kto wie, czy nie rozsądnie jest godzić się ze złem, którego uniknąć nie można.