Strona:PL Bolesław Leśmian-Napój cienisty.djvu/094

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    I odszedł, a ja zaraz krzątam się, jak mogę, —
    Więc nakrywam do stołu, omiatam podłogę —

    I w suknię najróżowszą ciało przyoblekam
    I sen wieczny odpędzam — i czuwam — i czekam...

    Już świt pierwszą roznietą złoci się po ścianie,
    Gdy właśnie słychać kroki i do drzwi pukanie...

    Więc zrywam się i biegnę! Wiatr po niebie dzwoni!
    Serce w piersi zamiera... Nie!... To — Bóg, nie oni!...