Strona:PL Beaumarchais-Cyrulik Sewilski.djvu/131

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
125
Cyrulik sewilski
Scena VIII
BARTOLO, ALKAD, GWARDZIŚCI, SŁUŻBA z pochodniami, BAZYLJO, HRABIA, ROZYNA, FIGARO.

BARTOLO, widzi hrabiego, jak całuje w rękę Rozynę, i Figara, który pociesznie ściska Bazylja; wydaje krzyk i skacze rejentowi do gardła. Rozyna z tymi opryszkami! Aresztujcie wszystkich. Jednego trzymam za kołnierz.
REJENT. To pański rejent.
BAZYLJO. To pański rejent. Czy pan żarty stroi?
BARTOLO. Ha, don Bazyljo! jakimż cudem jesteś tutaj?
BAZYLJO. To ja raczej pytam, jakim cudem pana tu niema?
ALKAD, wskazując Figara. Proszę chwilę zaczekać: znam go. Co robisz w tym domu o tak nieprzystojnej godzinie?
FIGARO. Nieprzystojna godzina? toć pan widzi, że jest równie blisko poranka jak wieczoru. Zresztą, należę do orszaku Jego Excelencji hrabiego Almawiwa.
BARTOLO. Almawiwa!
ALKAD. Więc to nie złodzieje?
BARTOLO. Zostawmy to. Wszędzie indziej, panie hrabio, jestem sługą Waszej Excelencji; ale czuje pan zapewne, iż wyższość stanowiska nie może mieć tutaj znaczenia. Escelencjo, jeśli łaska, proszę się oddalić.
HRABIA. Tak, stanowisko jest tutaj bez siły; ale co ma siłę, to skłonność pani, która daje mi w jej oczach pierwszeństwo nad panem, a której składa oto dowód, oddając mi rękę dobrowolnie.
BARTOLO. Co on mówi, Rozyno?
ROZYNA. Mówi prawdę. Skąd pańskie zdumienie? Nie miałamż być, jeszcze tej nocy, pomszczoną za oszusta? Tak się też stało.
BAZYLJO. A co, nie mówiłem, doktorze, że to musi być sam hrabia?