Strona:PL Beaumarchais-Cyrulik Sewilski.djvu/129

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
123
Cyrulik sewilski

HRABIA, odrzucając obszerny płaszcz, ukazuje się we wspaniałych szatach. O najukochańsza z kobiet! nie czas zwodzić cię dłużej; szczęsny śmiertelnik, którego masz u stóp, to nie Lindor; to hrabia Almawiwa, który umiera z miłości i szuka cię próżno od pół roku.
ROZYNA osuwa się w ramiona hrabiego. Ach!
HRABIA, przestraszony. Figaro?
FIGARO. Niech się Excelencja nie obawia; tak słodkie wzruszenie nie pociągnęło nigdy za sobą przykrych następstw; o, już przychodzi do siebie. Tam do kata; jaka śliczna!
ROZYNA. Ach, Lindorze!... Ach, panie, jakże zawiniłam: miałam jeszcze tej nocy oddać rękę opiekunowi.
HRABIA. Ty, Rozyno?
ROZYNA. Miej na względzie karę, która mnie czekała: strawiłabym życie nienawidząc cię! Ach, Lindorze, możeż być większa katusza, niż nienawidzić, kiedy się jest stworzoną do kochania?
FIGARO, spogląda przez okno. Wasza Dostojność, zatrzask zamknięty, drabinka znikła.
HRABIA. Znikła?
ROZYNA, zmięszana. Tak, to ja... to doktór. Oto owoc mej łatwowierności. Oszukał mnie. Wszystko wyznałam, zdradziłam: wie, że pan jest tutaj i przybędzie z siłą zbrojną.
FIGARO, wygląda jeszcze. Wasza Dostojność, otwierają bramę.
ROZYNA, chroniąc się z przestrachem w ramiona hrabiego. Ach, Lindorze!...
HRABIA, z mocą. Rozyno, ty mnie kochasz! Nie lękam się nikogo; będziesz mą żoną. Będę zatem miał rozkosz skarać wstrętnego starca!...
ROZYNA. Nie, nie, łaski dla niego, drogi Lindorze. Serce moje jest tak pełne, że nie ma w niem miejsca na zemstę.