Strona:PL Beaumarchais-Cyrulik Sewilski.djvu/101

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.




AKT III
Scena I
BARTOLO, sam, pogrążony w rozpaczy.

Cóż za humory! cóż za humory! Zdawała się już spokojna... Ot, niech mi kto powie, co jej wpadło do głowy, że nie chce już nauki don Bazylja! Wie, że on krząta się koło mego małżeństwa... (Pukanie do drzwi). Róbże, człowieku, co chcesz, aby spodobać się kobiecie; jeśli opuścisz jeden punkcik, ale to jeden jedyny... (Ponowne pukanie). Zobaczmyż, kto to taki.

Scena II
BARTOLO, HRABIA, w stroju studenta.

HRABIA. Niech spokój i wesele mieszkają zawsze w tym domu!
BARTOLO, szorstko. Nigdy życzenie nie zjawiło się bardziej w porę. Czego pan tutaj szuka?
HRABIA. Panie, jestem Alonzo, bakałarz, licencjat...
BARTOLO. Nie trzeba mi preceptora.
HRABIA....Wychowanek don Bazylja, organisty, który ma zaszczyt uczyć muzyki pańską...
BARTOLO. Bazyljo! organista! który ma zaszczyt!... Wiem to wszystko; do rzeczy.
HRABIA, na stronie. Cóż za człowiek! (Głośno). Nagła słabość, która zmusiła go zostać w łóżku...