Strona:PL Barrie - Przygody Piotrusia Pana.djvu/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


żesz mówić coś podobnego Piotrusiu! Twoja matka nie miała przecież nikogo prócz ciebie, ale moja ma jeszcze w domu Jasia. Zdaje mi się, że jeśli matka ma bodaj jedno dziecko, to już i tak jest z tego zadowolona.
Na to Piotruś odrzekł z goryczą: — Widać, żeś nigdy nie miała w ręku bilecików, które piszą do Salomy damy, które już mają po sześcioro dzieci!
Rozmowę dzieci przerwał przeraźliwy zgrzyt. To stróż nocny otwierał bramę Parku. Piotruś bez namysłu wskoczył do swego stateczku. Pewny był teraz, że Tonia z nim nie odpłynie i mężnie przełykał łzy, cisnące mu się do oczu. Tonia za to szlochała w głos:
— Oh, Piotrusiu! jeżeli przybędę za późno! Oh, Piotrusiu, co będzie, jeśli mama wzięła już inne dziecko na moje miejsce! — wołała w śmiertelnej trwodze.
Piotruś wyskoczył znowu na brzeg i przypadł do Toni. Objął ją za szyję i tuląc się do niej, mówił bez tchu: — Toniu, dziś wieczór przyjadę zobaczyć, czy niema ciebie w Parku. Ale zdaje mi się, że jeśli teraz prędziutko pobiegniesz do domu, to jeszcze wszystko zastaniesz po dawnemu.
I poraz ostatni okrył jej słodką twarzyczkę go-