Strona:PL Barrie - Przygody Piotrusia Pana.djvu/146

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Myślicie, że teraz domek był naprawdę skończony?
Otóż nie.
— Gwałtu! toćem zapomniał o klamkach! — zawołał ślusarz i czemprędzej opatrzył wszystkie drzwi mosiężnemi gałkami.
Potem handlarz żelaza przybił koło progu żelazną wycieraczkę bucików, a pewna starsza dama przywlekła porządną rogóżkę. Dwóch stolarzy przytoczyło beczkę i umieściło ją pod rynną, a malarze pomalowali ją na zielono.
Wszystko gotowe!... Ale jeszcze nadbiega ogrodnik z całym tłumem ogrodniczków, uzbrojonych w rydelki i kopaczki i raz dwa od prawej strony werandy zakładają śliczny ogród kwiatowy, a od lewej ogród warzywny. Tuż pod ścianą posadzili kilka krzewów róż wysokopiennych i klemabisu i w mniej niż pięć minut, cudne, pachnące gałęzie całe pokryte kwiatami, poczęły piąć się po ścianach małego domku.
Cudnie, bo cudnie wyglądało teraz mieszkanko Toni. Ale nawet elfy nic już więcej wymyśleć nie mogły i poczęły się rozchodzić, spiesząc na przerwany bal. Raz po raz oglądały się poza siebie i z wielkiego zachwytu nad domkiem, całowały