Strona:PL Barrie - Przygody Piotrusia Pana.djvu/084

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


staje w miejscu i patrzy na niego dopóty, póki elf zmęczony nieruchomością nie poruszy się. Wtedy ma już pewność, że kwiat ten jest elfem. Wzdłuż Aleji dzidziusiów kręci się ich zawsze całe mrowie, bo tu im się łatwo ukryć w rabatach kwiatowych. Ale czasem i elfom zdarzają się różne przygody. Posłuchajcie tylko, co spotkało pewną pensyę dziewczynek.
Było ich dwadzieścia cztery; wyszły właśnie ze szkoły w towarzystwie nauczycielki i zamierzały odbyć codzienną przechadzkę wzdłuż nieobsadzonej jeszcze rabaty, gdy raptem nauczycielka stanęła i znacząco położyła palec na ustach. Wszystkie dziewczynki odziane były w hyacentowe mundurki, więc na znak nauczycielki stanęły jak wryte na rabacie i udały, że są prawdziwymi hyacyntami. Nauczycielka usłyszała jakiś podejrzany szelest i rzeczywiście ledwie pensyonarki przemieniły się w kwiaty, nadeszło dwóch ogrodników z wielką paką świeżych kwiatów. Ujrzawszy rabatę obsadzoną już szafirowymi hyacyntami, obaj ogrodnicy popatrzyli na siebie ze zdziwieniem. — Czyż nie szkoda wysadzać takich pięknych hyacyntów? — zapytał pierwszy. — Wiesz, że taki jest rozkaz księcia — odparł drugi i nie namyślając się dłużej, poczęli wydzierać hyacynty