Strona:PL Barrie - Przygody Piotrusia Pana.djvu/056

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nie odpowiadał na nie, bądź też wysyłał całe gniazdo bylejakich piskląt. Salomo najlepiej lubi, żeby wszystko zostawić jego własnej głowie — bo jeśli kto mu tylko napomknie, że tym razem spodziewa się chłopczyka, to jak dwa a dwa cztery, dostanie znowu dziewczynkę. Każdy kto pisze do Salomy, czyby to była dorosła osoba, czy mały chłopczyk, który koniecznie pragnie mieć małą siostrzyczkę, powinien bardzo dokładnie podać swój adres. Nie macie pojęcia, ile niemowląt rozsyła codzień Salomo pod fałszywym adresem.
Strach co sobie Salomo głowy nałamał, kiedy mu doręczono stateczek Shelleya. W żaden sposób nie mógł zrozumieć, co ten bilecik oznacza, więc wezwał całą Wielką radę do pomocy. Radcy spoglądali na banknot to jednem, to drugiem okiem, każdy przejechał po nim szponem i wreszcie orzekli, że list ten musi pochodzić od jakiejś wysoko położonej osobistości, która życzy sobie mieć dziesięcioro dzieci naraz. Twierdzenie to opierali na liczbie dziesięć wypisanej wyraźnie na banknocie.
— Istne waryactwo! — krzyknął w pasyi Salomo i podarował banknot Piotrusiowi.
Wszystkie niepotrzebne rzeczy dawano zawsze Piotrusiowi do zabawy.