Strona:PL Balzac - Kobieta trzydziestoletnia.djvu/179

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została przepisana.

które ją znały wydawała się dobra, łagodna, pobożna, pobłażliwa. Czyż nie trzeba bardzo szczególnego interesu, aby sięgać poza tę maskę która wystarcza społeczeństwu? Czegóż zresztą nie wybacza się starcom, skoro się stają jak cienie i pragną być już tylko wspomnieniem? Słowem, pani d’Aiglemont była wzorem, chętnie wskazywanym przez dzieci rodzicom i świekrom przez zięciów. Oddała wszak za życia cały majątek Moinie, szczęśliwa szczęściem młodej pani, żyjąc tylko nią i dla niej. Jeżeli jakiś przezorny starzec, jakiś zgryźliwy wujaszek ganił ten postępek, mówiąc: „Pani d’Aiglemont pożałuje może kiedyś, że się wyzuła z majątku dla córki; gdyby nawet dobrze znała serce pani de Saint-Héreen, czy może być równie pewna swego zięcia?“ — prorok taki spotykał się z powszechnem oburzeniem; ze wszystkich stron sypały się pochwały dla Moiny.
— Trzeba oddać sprawiedliwość pani de Saint-Héreen, mówiła jakaś młoda kobieta, że w życiu matki nic się nie zmieniło. Ma cudny apartament, powóz na swoje rozkazy, może bywać wszędzie jak dawniej...
— Z wyjątkiem w operze, odparł zcicha pieczeniarz, jeden z ludzi którzy się czują w prawie obmawiać przyjaciół pod pozorem niezależności. Stara margrabina, poza swojem dzieckiem, kocha jedynie muzykę. Była tak wspaniałą śpiewaczką swego czasu! Ale, ponieważ loża hrabiny jest zawsze pełna galopantów, matka krępowałaby młodą osóbkę, o której mówią już jak o skończonej kokietce. Dlatego pani d’Aiglemont nigdy nie bywa w operze.
— Pani de Saint-Héreen, mówiła panienka na wydaniu, urządza dla matki rozkoszne wieczory, ma salon gdzie bywa cały Paryż.
— Salon, gdzie nikt nie zwraca na matkę uwagi, odpowiadał pieczeniarz.
— Bądź co bądź, pani d’Aiglemont nigdy nie jest sama, mówił jakiś laluś trzymający stronę młodych kobiet.
— Rano, odparł zcicha stary bywalec, rano droga Moina śpi. O czwartej, droga Moina jest w Lasku. Wieczorem, droga Moina