Strona:PL Ballady, Legendy itp.djvu/52

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Ukoiła mu się dusza,
Przelękniona widmem śmierci,
Gdy nieznany głos zaszeptał:
— „To jest raj, tyś wszedł do nieba“

W końcu, kiedy gędźba owa
Uroczysty hymn zagrała,
Rozwarł oczy i osłupiał:
Tak, w istocie był on w niebie:
Przed nim wszystko w blaskach tonie,
On, co śpiewał hymny słońcu
Teraz patrzy w jego lice,
Świateł morze go nie razi.
Najprzód widzi, jako słupy,
Wielkie kłęby białej pary.
To kadzideł snać obłoki
W górę wznoszą się z kadzielnic,
Z tych kadzielnic szczerozłotych,
Co przy Boga stoją tronie.
Widzi drzewa dziwnych kształtów,
Na nich zamiast kwiecia gwiazdy;
Pod drzewcami w białych szatach
Kroczą, niosąc w ręku palmy.
Całe tłumy wyzwolonych.
Każdy nimbem głowę zdobi.
Są biskupi tu, prorocy,
Cni kapłani, męczennicy,
Panny, wdowy i wyznawcy.