Strona:PL Ballady, Legendy itp.djvu/48

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dźwięczą noże, dzwonią misy,
A ogniska blask czerwony
Przed oczyma świeci jasno.
Czyżby pan jej nową sługę
Przyjął sobie, myśli Zyta.
Niepodobna, by tak prędko
Mogła obiad ugotować...

Zadziwiona stoi w progu,
Patrzy, blednie, drży ze strachu:

Zastęp małych cherubinków
Okrąglutkich, oskrzydlonych,
W kuchni biega jak najęty,
Liczka im jak róże płoną,
Rumienieją jak granaty,
Ten przykłada drew na ogień,
Ten obraca śpiesznie rożen,
Ten zaś melon kraje złoty;
Inny tłuste mięsa kąski
Na półmisek srebrny kładzie,
Obłożony zieleniną;
Ten z winogron, z jabłek wznosi
Różnobarwną piramidę;
Jeden kraje, drugi sieka,
Trzeci tłucze coś w moździerzu,
Aż mu z czoła pot się leje,
Pot kroplisty — jako perły;