Strona:PL Antoni Malczewski, jego żywot i pisma.djvu/151

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dziesiątej dostaliśmy się na nasze kochane skały. Tam zaniechałem wszelkich uwag, i powróciłem szczęśliwie do Szamuni.

Oto więc podróż moja prawie skończona, bo co się tyczy zwiedzenia góry-białej, o której mam mówić, droga moja była prawie taż sama, którą niegdyś przebywał p. de Saussure. W towarzystwie 11 przewodników poszedłem przez górę Lacôte zwaną; nocowaliśmy na skałach Grands-mulets, a nazajutrz 4go sierpnia o godzinie pół-do-pierwszej wstąpiliśmy na wierzchołek. Barometer stał na 15 cali i 9 linij[1] a ciepłomierz 3 st. (R.) pod zero pokazywał. Czas był piękny. Ciekawym będąc czyli żywość kolorów nie traciła nic w tak wielkiej wysokości, wziąłem był z sobą pryzma. Kazałem w Genewie odmalować jak najdokładniej kolory pryzmatu, lecz żadnej w nich niepostrzegłem różnicy, żywość kolorów była jednostajna. Zostawaliśmy półtory godziny na wierzchołku góry, z której widok był zachwycający, i wyższy nad

  1. Mamy powód mniemać, że barometer niebył dobrze oczyszczony z powietrza, ponieważ prawie 4 linie niżej niż barometer Saussura na tejże wyniosłości pokazywał; kiedy barometer na dolinie był wyżej nad średnią swą wysokość.