Strona:PL Antoni Malczewski, jego żywot i pisma.djvu/097

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Wszyscy domowi, szlachta, panny, giermki, draby[1],
„Pobiegli w pogoń, drudzy, po xięży i baby;
„I dom teraz w cichości; lecz nim zorza znijdzie,
„Mrucząc, kadząc, spiewając, służba śmierci przyjdzie,
„A kto im raz się dostanie,
„Zawsze już u nich zostanie.
„Zawsze, oh! smutne brzmienie, kiedy srogim losem,
„Ciężkiej straty i żalu stanie się odgłosem!
„W miłości i przyjaźni, w każdej życia dobie,
„Tak często powtarzane, a prawdziwe, w grobie,
„Bo kto raz ludzi porzuci,
„Nigdy już do nich nie wróci.“

I podniosłszy na palcach swoją małą postać,        1330
Żeby się rycerzowi do ucha mógł dostać,
Szeptał, szeptał swą powieść, a w twarzy rycerza,
Czarna, czarniejsza chmura, coraz się rozszerza;
I znów nagle, rozpaczą zaciemnione lica
Zapał gniewu i wzgardy jak piorun oświeca:        1335
Aż w nim powstała wreszcie ta ponurość dzika,

  1. Drab, żołnierz pieszy; p. słownik Lindego.