Strona:PL Antoni Malczewski, jego żywot i pisma.djvu/090

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W niebiosa swego twórcy, z kajdan swego ciała.
Wtedy matką natura, wszystko z człekiem dzieli,
I wszystko się uśmiecha, i wszystko weseli;
Wtedy w schowanej szabli uraz zapomnienie,        1180
W pysznem spojrzeniu, dobroć, w ustach przebaczenie.
I takto leciał Wacław, błogi, gdyby nagle
Piorun rozdarł w tej chwili jego życia żagle,
Boby nim wicher świata miotać nie był w sile,
Chybaby szumiał wściekły po zimnej mogile,        1185
I takto mijał stepy, lecz świetne marzenie,
Co niem ćmi dzieci ziemi szczęścia upojenie,
Oh! zbyt krótkie! jak widmo wstaje przypomnienie;
I budzi martwą przeszłość, i w wonne kotary
Szepcą dreszcz i niepokój zgromadzone mary.        1190
„Tak ją mdłą, słabą widział; a wszak bez obrony
„Więdnie pieszczotny powój, a wszak bez osłony
„Nie trwa tu słodki owoc, i coż? ledwo wrócił,
„Ujrzał swój raj stracony, i zaraz porzucił!
„Dla czego? dla czczej sławy, której blask nie waży        1195
„Jednego uśmiechnienia ukochanej twarzy.
„Gdybyż przynajmniej w los swój wierzyć miał powody;