Strona:PL Antoni Malczewski, jego żywot i pisma.djvu/046

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Ah! jakżeto okropnie w przymusie zostawać,
„Ręką co chce lekarstwo, truciznę podawać!
„Ojcze! drogi mój ojcze! czy już żadnej chwili,
„Nigdy ci twoja córka, nigdy nie umili?        280
„Gorzka jej była dola, ale to już przeszło!
„Patrz jakie słodkie światło we mnie się rozeszło,
„I uśmiech biega w twarzy niż kiedy zabawniej,
„I twój pragnie obudzić, jak w szczęściu, jak dawniej!
„Nieraz ja sobie wspomnę te dziecinne lata,        285
„Tak lube! tak ulotne! i mojego tata
„Jak czasem zasępiony po trudach spoczywa;
„Aż raptem u dziewczynki wesołość się zrywa;
„I wciska mu się w serce, powoli, nieznacznie,
„Póki się nie rozjaśni, i śmiać się nie zacznie.        290
„I gdzieżto się podziała tej dziewczynki władza?
„Pierwej zganiała chmury, a teraz sprowadza;
„I gdzieżto żywy, czysty strumyczek upłynął?
„Mruczał na swą nikczemność, a w jeziorze zginął;
„A nasz śliczny kanarek gdzieżto się obraca?        295
Chiał w ogniu piórka złocić i więcej nie wraca.
„O! póki ten co w mojem na zawsze był sercu,
„Nim go moim nazwałam na ślubnym kobiercu,
„O! póki ten, co jemu w uczucia się wplatać,
„Brzmieć w szlachetnych pomysłach, w westchnieniach ulatać,        300