Strona:PL Antoni Malczewski, jego żywot i pisma.djvu/039

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


W lśniącej stali swę wdzięki postrzega z zdwiwieniem;
Dla nich pachnący wietrzyk, co swój oddech świeży        125
Dmucha na włosy dziewic i pióra rycerzy;
Dla nich gwar małych ptasząt, w żywej, słodkiej nucie,
Co z mokrych rosą dziobków wyrywa uczucie;
Nie dla niego! on nie chciał widoku zostać,
W niknących cieniach zamku zanurzył swą postać,        130
Jak te straszące mary, które bojaźń nasza
Widzi w bezsennej nocy, poranek rozprasza.

VII.

Dano znak, wrzasły trąby, szczęknęły podkowy,
Mężnego towarzysza wierny szeregowy
Jak cień nie odstępuje, i szybkim obrotem,        135
W ciasną, gotycką bramę suną sie z łoskotem.
Zagrzmiała długiem echem do sklepienia drząca,
Aż łagodniejszą ziemię, lżej kopyto trąca;
I ciszej, ciszej brzęcząc, już słabo, zdaleka,
Głuchy dochodzi odgłos, i coraz ucieka.        140
Dopieroto na polu, gdzie ogromne koło
Wytoczyło już słońce, bujają wesoło;