Strona:PL Antoni Malczewski, jego żywot i pisma.djvu/022

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wy: »Tak więc Maria pomimo wszystkich błędów swoich, wskazuje nam, że jej autor może powiększyć szczupłe grono naszych oryginalnych pisarzy, jeżeli przy zdolnościach jakie posiada, ukształcił swój gust i sprostuje swoje pojęcie o poezii, z którego, jak nam się zdaje, wypłynęły po większej części wady jego utworu.
Co krytyk przez gust nieukształcony rozumiał, widzieć to można z całej stronicy przytoczonych wyrażeń, które go, jak powiada, gminnością i niewłaściwością rażą. Obaczmy je bliżej:

Jeszcze stuk chodu słychać, lub ciężkie westchnienia
W przerwanem tępotaniu wracają sklepienia.
Prychają rącze konie.
A na ich bystrych oczach siedziało zwycięstwo.
Włóczy się wzrok w przestrzeni.
Słońce świeci zkosa.
I cicho, tylko jakaś w powietrzu rozterka.
Imię ojczyzny....
Czystym gorzało ogniem, a serce, jak w wiośnie
Ptak do słońca, do niego skakało radośnie.
Tylko się lampa szczęścia w jej oczach paliła;
I zgasła, i swym dymem całą twarz zaćmiła.
Kozak swe członki wędził na stepowym wietrze.
Spiewa mu głośno wicher, a Wacław w nim nieraz
Lubił kapać swe oczy —
Targa kłaczystą brodę i t. d.