Strona:PL Antoni Lange - Rozmyślania.djvu/048

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XXVII


Wciąż roję, żem się oderwał od ziemi,
Że ponad ludzkie uleciałem cieśnie;
I że, skrzydłami szumiący białemi,
Duch mojej gwiazdy w łonie mojem wskrześnie —

Duch pierworodny — czysty — jednolity —
I ostatecznych sięgający kresów —
Z głębi nadirów w najwyższe zenity,
Ze słońc edenów — w księżyce hadesów,

Jak gdyby czasów rozdarłszy granice,
Jakby wyszedłszy poza kres przestworów,
Przystroił w boską niewidzialność lice,
I rozkuł więzy kształtu i kolorów.

A przecież ciągle życie na mnie woła
I nieraz widzę jakieś sny dziecięce,
Co mi śpiewają jak cytry anioła
I wyciągają do mnie białe ręce.

Lub wycie warg spienionych kurczem słyszę,
I chóry łkań rozpaczy spazmatycznych
I zgliszczów jęk, co mi rozdziera ciszę
Lodowców moich krystalicznych.