Strona:PL Antoni Lange - Rozmyślania.djvu/031

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


XVI


A jednak mimo pomarszczone skronie,
Pomimo łzami przesiąkłe źrenice,
Pomimo drżące, załamane dłonie,
Pomimo żale, pomimo tęsknice:

Pod rozczarowań cmentarzyskiem smutnem,
Co twarz mi w wieczną przyodziały bladość,
Pod snów umarłych całunowem płótnem —
Na dnie mej duszy drga tajemna radość.

Na dnie najgłębszem, pod zgliszczem tysiąca
Bólów kamiennych — niby kwiat zdeptany —
Napół umarła, lecz jeszcze drgająca
Radość tkwi we mnie — atom niedojrzany.

Jak gdyby sama siebie się wstydziła,
Że jeszcze może kwitnąć w mojej duszy:
Czasem mi tylko echo swe zasyła,
Jak kroplę rosy śród spieki i suszy.

Czasem na mgnienie lub krócej od mgnienia
Niespodziewany czar ją wywoływa,
I naraz radość moja wypromienia
I wstaje czysta, ogromna i żywa.