Strona:PL Antoni Lange - Malczewski i kilka erotyków.djvu/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


RIEN QUE POUR VOUS

I

Oto idą rocznice tych przedziwnych zdarzeń,
Tych dreszczów niespodzianych — i tych snów, i marzeń,
Co nagle mię porwały, jak płomienna fala,
Że dotąd się pamięcią godzin tych rozpala
Dusza, wybłękitniona nowem objawieniem.
Zaczęło się to jakby nieporozumieniem,
I nim błysła mi radość nieoczekiwana,
Była godzina żalem tak rozkołysana,
Żem chciał iść na samotną pustynię — w nicestwo.
Ale mię zatrzymało twych czarów królestwo,
I nagle cię ujrzałem w takiej aueroli,
Żem padł ku twoim stopom bez wiedzy i woli.
Tak czasami, gdy słońce ma wyjść z poza mroków,
Jeszcze wichrzy się w niebie zmienna gra obłoków.
Manowcami przez głuche ścieżki i bezdroża
Szedłem tam, gdzie mi nowa promieniała zorza.
Była to dla mnie chwila wiosennej ułudy.
Roiłem, że odrodzin błyskają mi cudy —
I choć jam wykreślony z żyjących pośrodka,
Przecież mię nowa mara ogarnęła słodka
I tak mi pełnią życia zajaśniałaś wszystka,
I naraz mi się stałaś tak droga i bliska —