Strona:PL Antologia współczesnych poetów polskich (1908).djvu/468

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

I słyszę, jak szepce blado coś do mnie,
(— Wicher w rozkwitłej poruszył się lipie —)
Z zapachem kwiatów na pokój się sypie
Szept wspomnień cichych i tęsknych ogromnie...

I wpija we mnie oczy pełne smutku,
(— Coraz się gęstszy zmierzch po ziemi kładnie —)
A potem zwolna, dziecinnie, bezradnie
Głowę pochyla i łka po cichutku...



DESZCZ.

Przysiądź się bliżej... Tak — oprzej swą głowę
O me stęsknione snów piersi tułacze;
Słyszysz?... Na dworze zawierucha płacze...
Słyszysz, jak sercem rwą pragnienia nowe?...

Tak długo czekałem.. Łka deszcz wilgotny,
W pustych ulicach ciężkie krople dzwonią...
Śniłem, że z spartą o pierś twoją skronią
Cichy, na życia ból pójdę, stokrotny...

Deszcz ciągle płacze. Ogromne łzy chłodne
W rozchwiej serc naszych wspomnieniami cieką,
Co ślubów dawnych echem jeszcze dźwięczą...

Raz więc ostatni — Cała — Na odchodne —
Piersi mi opasz płomienistą tęczą.
Niech mi ślad znaczy w mą drogę daleką.