Strona:PL Antologia poetów obcych.djvu/373

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nad moją głową zaszumiała w skrzydła,
Trupa by mego znaleźli na ziemi.
Tak przez gorącą ciekawość dziecinną
Próżne obawy we mnie się tłumiły;
Takich walk serce staczać niepowinno,
Bo nazbyt wiele wydzierają siły.
Tak zmarnowawszy cały wiek mój młody,
Czułem, jak we mnie natura się zmienia:
Już nie szukając zawad i przeszkody,
Szedłem spokojnie drogą nawyknienia.
Ta mię na wszystkie prowadziła strony, —
I nie raz szedłem po bezdrożu dzikiem,
Aż niewolnikiem człowiek urodzony,
Znowu na starość został niewolnikiem.

III.

O! matko Wołgo! teraz mi wypadło
Po tylu leciech powitać twe fale.
Jam się odmienił, a ty jak zwierciadło
Po dawniejszemu wyglądasz wspaniale.
Po dawniejszemu długa i szeroka.
Klasztor na wyspie przechował się jeszcze,
Łzy młodociane płyną mi do oka,
I w sercu czuję młodociane dreszcze.
Po dawniejszemu stary dzwon kołata,
Wszystko tak samo... a gdzież tamte lata?