Strona:PL Antologia poetów obcych.djvu/360

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Wszystko cicho — nagle w dali
Brzęczy dzwonek głośny.
Po gościńcu, we mgłach śniegu,
Lecą konie w szybkim biegu,
Prosto przed jéj ganek;
Przyleciały wnet i staną.
Gość wysiada — patrz, Świetlano!
Kto gość? — twój kochanek!

Cóż, dziewico? sen widziany
Złą ci wróżył dolę? —
Patrz, twój miły! żadnéj zmiany:
Też oczy sokole;
Tenże uśmiech, ten rumieniec,
Też słodkie rozmowy!...
On to, on twój oblubieniec,
I żywy i zdrowy!
Rozweselcież smutne czoła,
Otwierajcie drzwi kościoła,
Stańcie przed ołtarze!
Niechaj puhar wkrąg obiega,
Niech się z każdych ust rozlega:
„Chwała pięknéj parze!“ —