Strona:PL Antologia poetów obcych.djvu/305

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tryskają ogniem, co groźnie wybłyska,
I biada ziemi, gdzie błysną w przestworze!
Tak samo bożych gromada mścicieli
Kędy się zwróci, biada tej krainie!
Wpada z nienacka by ludzie ujrzeli,
Że piorun bije zaraz po złym czynie.
Im ciszej idzie, tem celniej wymierzy;
Gdy się opóźni, gwałtowniej uderzy.

Ostrza nie błyszczą promieniami tęczy,
Milczy karabin niezawodny w strzale,
Nawet zbroica na piersiach nie brzęczy...
Tak lekkim krokiem snują się górale.
Przed nimi skała ustępuje z drogi.
A stroma góra zniża się pod nogi...
Idzie drużyna ciemnem owinięta,
Nierozłączona — a niema do końca,
Jakby brat z bratem, jak gwiazdy bliźnięta,
Co zabłyskają o zachodzie słońca.

Komań, Zagarać i Białopawlice
Już zostawili za sobą daleko;
Przebywszy Rowcow górne okolice,
Bankiem stanęli nad Moraczą rzeką.
Chłodna jest woda na rzece Moraczy,
Gdzie stanął Mirko z swą drużyną całą.