Strona:PL Antologia poetów obcych.djvu/208

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nie jeden przybył o kuli
A dziś już biega po linie;
Ten, co nie władał palcami,
Dziś z gry na skrzypkach już słynie.

Matka do syna się zbliża
Z małem serduszkiem woskowem:
— „Oddaj to Pannie Najświętszéj,
A serce twe będzie zdrowem!“

Syn westchnął, spojrzał na matkę,
A potem w obraz cudowny;
Oczy nabiegły mu łzami,
Z ust płynął żal niewymowny:

— „O Ty! bądź błogosławiona,
W przeczystych aniołów chórze!
Królowo nieba i ziemi,
Tobie mą boleść wynurzę!

Mieszkałem z matką nad Renem,
W Kolonii, pobożnym grodzie,
Gdzie lśnią kościołów wieżyce
O bladym słońca zachodzie;

A przy nas — Gretchen mieszkała...
Lecz zmarło dziewczę kochane!