Strona:PL Andrzeja Zbylitowskiego Epitalamium na wesele Zygmunta III.djvu/15

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I Demochoon tracką nadobną Philidę;
Jako sobie poczynał króla ateńskiego        205
Mężny syn pięknej Aetry, kiedy kreteńskiego
Króla córę jedyną wziął w okręty swoje,
Przeszedszy Labiryntu mylnego pokoje,
I co jedno Cypryda kiedy poczynała,
Bądź sama, bądź to swemu synowi kazała:        210
Tak na ziemi śmiertelnym ludziom, tak wysokim
W niebie bogom lub Nimfom na morzu szerokim.
To wy teraz łagodnym wierszem wspominajcie,
Poetowie, to na swych lutniach wygrawajcie,
Słowieńscy muzykowie, i głosy wdzięcznemi        215
Rozweselcie królewskie goście dzisia swemi.
A ty przedsię nie próżnuj, Bromie wesoły,
Obchódź koleją wszytkich gości zacnych stoły,
Dodając dobrej myśli, i słodkiej jagody
Co nawięcej każ nosić a ten orszak młody        220
Wywodź w tańce; a niechaj przy królu pieszczony
Z sajdaczkiem blisko stoi wnuk pięknej Diony.



EPITALAMIUM VII.

Teraz wy, co rozliczne rzeczy malujecie
I ze złota drogiego twarzy formujecie:
Terazby się popisać tu z dzielnością swoją        225
I z nauką, subtelny Apellesie, twoją;
Terazby tu wyprawić, Kallimache, sztukę
I pokazać, Mironie, wymyślną naukę,
I jeśliś kiedy umiał co, Phidia; i ty,
Praksitele, w nauce swej niepospolity, —        230
Terazby wam śliczną twarz tej panny malować,
Z miedzi lać i z marmuru gładzonego kować
Albo z jasnego złota albo z pereł drogich,