Strona:PL Anakreon.djvu/34

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Kto tam — pytam — stukać śmie,
Spędzać błogie moje sny?
— „Otwórz — błagać mnie poczyna —
Nie lękaj się, jam dziecina.
Zimny deszcz mi zdrętwił ciało.
Błąkałem się przez noc całą“.

Wzruszyły mnie jego żale:
Wstaję z łoża, światło palę,
Drzwi otwieram... Chłopiec mały,
Zbrojny w kołczan, łuk i strzały,
A skrzydełka z ramion lśnią.
U ogniska sadzam go,
Dłoń we własnej grzeję dłoni,
I wyciskam mu znad skroni
Wodę, która z głowy ciecze.

Kiedy minął zimny dreszcz:
— „Pozwól łuk sprobować, — rzecze, —
Czy niebardzo zmiękczył deszcz
Jego strunę“... Więc wymierzył
Przebóg, ku mnie, — i uderzył
W środek serca. — Straszna dolo!
Żadne żądła tak nie bolą.

On wesoło skoczył, drwi:
— „Łuk mój zdrowy, ale ty,
Gospodarzu, wybacz; twojej
Rany nie już nie zagoi“.