Strona:PL Alfred de Musset - Poezye (tłum. Londyński).pdf/121

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Byłem zbyt krótki, długi lub wprost baję;
Plan, treść, bohater — wszystko w opak staje,
Tak jak ten placek niedość wypieczony,
Z jednéj surowy, dobry z drugiéj strony.

III.

Nie mym udziałem było grać w teatrze.
Choćbym miał nawet warunki najrzadsze,
W jakiejżbym roli wystąpić mógł śmiało,
Gdy na potknięcie takich mężów patrzę,
Co lat dwadzieścia pędzą myśl zuchwałą,
Pewni że z biegu wyjdą zawsze cało?

IV.

Śmiać mi się teraz radzą towarzysze,
Chcą, bym pozrywał liry mojéj struny,
Bym się Hassana wyparł i Namuny.
Lecz baśń istniała; więc choć drwiny słyszę,
Pokrótce streszczę ich losów piołuny, —
Niechaj je sobie kto zechce opisze.

V.

Manię miał pewien muzułmanin młody
Co miesiąc płacić za dwie niewolnice.
Z każdą z nich trzykroć spijał uciech miody,
Poczém obiedwie szły precz na ulicę,
Obdarowane i pełne swobody.
Miast nich, po inne słał na targowicę.

VI.

Była w téj liczbie dzieweczka, porwana
Z ulic Kadyksu od możnéj rodziny.