Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XIII.djvu/094

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Niknie brzeg łoża, droga i zagroda...
Wszystko już woda, woda, tylko woda...
A biała postać nie wolnieje w biegu,
Przed nią nurt groźny powraca do brzegu,
Już w swojém łożu, niżéj, coraz niżéj,
Aż ledwie płynie, ledwie kamień liże;
Już téż i wzgórze, już i chata bliska
Ściany wychyla nad strome urwiska.


3.

A w chacie która daleki blask szerzy,
W śnie sześciodniowym potępieniec leży;
Nad nim schylona druga postać drżąca
Z piersi ożogiem puchacza mu strąca,
I zbudzonego postawia na nogi,
I mówi głosem wściekłości i trwogi:
„W zbrodni poczęty, objęła cię zbrodnia —
„Jak już nie mogłam ratować cię do dnia,
„Duszę sprzedałam, bo ja twoja matka;
„Lecz i to mało, parłeś do ostatka.
„Ratuj mnie teraz, ratuj siebie razem,
„Ciśnij za siebie tym ostrym żelazem,
„Odwróć zaklęcie... śpieszy chwila sroga...
„Biada!“ — Dziewica stanęła u proga! —
A w tém dzwon pierwszy z Maryi kościoła
Wiernym w Chrystusie Alleluja woła;
I dzwony biją, głoszą zmartwychwstanie.
Potęga złego złamaną zostanie.