Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XIII.djvu/044

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Fałsz jego w różne larwy i stroje bogaty,
Najświętsze w danym razie przyodziewa szaty;
Jak Wampir po nad śpiącym chłodnem skrzydłem bije,
Póki mu krwi do kropli z serca nie wypije.
Tak fałsz przemawia w imie ludzkości i wiary,
A zarzewiem piekielnem dmie w swoje fujary.
Każdy dzisiaj w Chrystusie nazywa się bratem,
A każdy dla rozrywki gotów zostać katem.
„Obym był — wołam w puszczy — fałszywym prorokiem,
Postęp nasz spiesznym w otchłań postępuje krokiem.
Duch czasu, ale zły duch, zewsząd teraz wieje,
Zakłada w całym świecie piekielne koleje,
Głupota ludzka kopie, ciągnie ciężkie kary,
A czarci kują szyny, dostarczają pary,
I pociąg o stu wozach jak piorunem leci,
Sześć ma głównych przystanków, w nocy zdala świeci:
Rozpusta, chciwość, zawiść, fałsz, zdrada i zbrodnia
Z domu rusza wieczorem... w piekle staje do dnia...
A że jest czarne piekło nie ma wątpliwości,
Bo gdzieżby nasz duch czasu umieścił swych gości.





KOMARY.




Co tu komarów, o mój miły Boże!
Krwi gdyby było, wypiłyby morze.
Owa giełdzistów rozjuszona rzesza,
Co trutki rzuca i sidła rozwiesza,