Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XII.djvu/169

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


„Teraz jakiś pan biały, z fartuchem w szlafmycy,
„Raczył nas wsunąć gładko do jakiéjś ciemnicy.
„Ach! jakże tu przyjemnie, ach jakże tu miło;
„O świętym Janie w wodzie tak ciepło nie było.
„Rozkosz, tu się podniosę, a tam się położę,
„Ciepło i coraz ciepléj!... No, no, trochę dużo,
„Ba, nadto, wściekle kipi! aż się ściany kurzą;
„Héj! Hola! piecze, parzy, duch w piersiach zaparty,
„Niechże was piorun trzaśnie, o wy wściekłe czarty!“
Nie pomogło Ach i Och! koniec końców taki,
Że radykalnie były zgotowane raki.






CYGAN I BABA.




Mówią ludzie, że przed laty
Cygan wszedł do wiejskiej chaty,
Skłonił się babie u progu
I powitawszy ją w Bogu
Prosił, by tak dobrą była,
I przy ogniu pozwoliła
Z gwoździa zgotować wieczerzę —
I gwóźdź długi w rękę bierze.
Z gwoździa zgotować wieczerzę!
To potrawą całkiem nową!
Baba trochę wstrząsła głową,
Ale baba jest ciekawa,
Co to będzie za przyprawa;
W garnek zatém wody wlewa
I do ognia kładzie drzewa.
Cygan włożył gwóźdź powoli