Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XII.djvu/147

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Już lecą garnki jak bomby
Z mąką, masłem i śmietaną,
Biją jaja jakby grad...
I na ich pafle gorące,
Jak na jakie dwie patelnie
Naleśniczy leją płyn;
Szewca, krawca już nie poznać —
Diabeł z śmiechu boki rwał.
Od stóp do głów oblepieni,
Krawiec niby długa kluska,
Niby pieróg stanął szewc.
A koniec końców tej sprawy
Szewc wziął w skórę, wziął i krawiec
Wzięli oba... że aż nu!
Szewc się spytał: Żyjesz Wasze?
Krawiec odrzekł: Teraz szyj!
Serafin nie rwał się naprzód,
Bo lękliwéj był natury;
Bić się nie chciał, wolał kraść.
Jak nakradł, hulał; o ludzkość,
O braterstwo nie dbał wcale,
Bo on z diabłem w zmowie był,
Bo on piekłu za garść złota
Liwerował biedny lud.
Straszliwy diabeł, to prawda,
Kiedy w własnej swéj postaci
Na ród ludzki ogniem dmie;
Straszliwszy jednak sto razy
Gdy w anioła czystej szacie
Zdradny wonią sieje kwiat.
Poznać diabła, na tem mądrość,
Tę nam mądrość Boże daj!