Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom XI.djvu/138

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ale za to dawne czasy były od początku świata zawsze wiekiem złotym, wiekiem prostoty i cnoty. I ja teraz muszę powiedzieć: Był to wiek złoty ten czas, kiedy byłem młody, kiedy stanąłem przed Księciem Józefem w trzeciéj pozycyi, jak do Menueta albo raczéj do Matelota, tańca, którym robiłem zaszczyt memu nauczycielowi Kurcowi a Kurc był z baletu Króla Stanisława, a Król Stanisław znał się lepiéj na tańcu niż na sztuce rządzenia. Książe przyjął mnie uprzejmie. Rozmawialiśmy pięknie a nie długo. Nazajutrz 8go Czerwca dostałem nominacyą na Podporucznika.
Jedynie zapewne przez grzeczność nie pytacie mi się Szanowni Państwo za co zostałem Oficerem. A ja na to odpowiem, niech Was to nie dziwi, bo nowe formując Pułki, niedostatek Oficerów przymusza nominować i nowo w szeregi przybyłych odznaczających się trochę lepszém wychowaniem. W owym czasie wyrastały Podporuczniki jak grzyby i nie do jednego można było powiedzieć z Plautem: A więc panie oficerze co nie jesteś żołnierzem etc.
Nie to było mojém szczęściem, że zostałem Podporucznikiem, ale to, że miałem w ręku nominacyą. Moje słowa trącą niby zagadką, sam to wiem... zatém aby być zrozumianym, muszę trochę obszerniéj opowiedzieć, co się działo w Galicyi 1809go r.
Byłbym wprawdzie uniknął wielu niezrozumiałości, gdybym był zaczął, jak Bóg przykazał, od początku. Na przykład: Był to Pan i Pani... mieli syna, nazwali go Aleksandrem... Albo téż urodziłem się w Suchorowie w Ziemi Przemyskiéj, z Jacka z Pleszowic i Maryi z Dembińskich Fredrów małżonków —