Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom X.djvu/217

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Uchodził, pędził, wędrował po świecie
Na czterech łapach, ona mu na grzbiecie.
I dotąd jeszcze nie tracąc nałogu,
Drepcze po Misiu, jakby po barłogu;
I choć on mruczy, gniewa się i chmurzy,
Ona go trzepie aż się futro kurzy.

Osioł.

Niech trzepie zdrowa, bo różne są gusta,
Ale o Pudlu zamilkły twe usta.
Jakże Predykat ma być dobrodziejem?

Lis.

Pudel mój Panie, Małpy Cziczizbejem.

Osioł.

Czem? Cziz... cziz...

Lis (kończąc.)

Bejem. Tak jest, nie inaczéj.

Osioł.

Nie przeczę, ale nie wiem, co to znaczy.

Lis.

Jest to kochanek, gdzie miłości niema,
Ni Pan ni sługa, niby środek trzyma.
Pudel dowcipny, nieprzebrany w żarcie;
Pudel przy Małpie zawsze jak na warcie,
Wiedzie na spacer, skrobie czasem w czoło,
Znosi jej plotki, obszczekuje wkoło;
I Majordomo i Vortänzer biegły,
Na nim gry, figle i tańce poległy;
Tak, że i Niedźwiedź, co nie lubi smutku,
Nie śledząc przyczyn, cieszy się ze skutku;