Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VIII.djvu/180

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

zastaw na jakibądź procent, ja jutro bal mieć muszę. Adieu kochany Panie Kulesza.

P. Zielska (sama).

Co to za niepojęte, co za głupie formalności — jestem bogatą a nie mam pieniędzy, jedni winszują a drudzy aresztują i prawdziwie koniec świata.





SCENA IV.
P. Zielska, Stanisław.
Stanisław (z głębokim ukłonem).

Szanownéj mojéj kuzynce, pani dziedzicznéj Krzewina, Wulki, Przedmościa i Podmościa etc. etc. składam moje najuniżeńsze uszanowanie.

P. Zielska.

Znowu chcesz stroić żarciki, ale już nie dbam o złośliwe słówka twoje, kochany Panie Stanisławie, znajdę wielu takich, którzy za zaszczyt poczytywać będą stanąć każdego czasu w mojéj obronie.

Stanisław.

Nie wątpię, nie wątpię nadobna kuzynko, że tysiąc mieczów zabłyśnie, tysiąc kopij się najeży na twoje skinienie, ale ja bynajmniéj przeciw rycerzom niosącym twoje kolory w szrankach stawać nie myślę, miałbym wprawdzie prawo odwołać się do przeszłości. (z udaną czułością) Czy ty pamiętasz ten bal w Bardjowie? czy ty pamiętasz ten wieczór kiedy srebrném światłem księżyca oblane poępne świerki po skałach szumiały, kiedyśmy zbłądzili z drogi, czy ty to pamiętasz?