Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VIII.djvu/055

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Morderski (na stronie do Wacława).

Na Jenerała byłem już podany...
Tylko czasu zabrakło...

P. Hilary.

Trzeba wyznać szczerze:
Nigdy się nasze wojsko nie wzniosło w téj mierze,
Nigdy taka postawa nie była mu dana
(z ukłonem)
Jak pod wodzą i wpływem szanownego Pana.
(Nalał i podaje Zefirynowi.)
Powiedzno Zefirynie, jakto w tym wierszyku.

P. Zefiryn.

W armat ryku, w krwawym szyku
Ciebie widać Pułkowniku.

P. Hilary (cicho poprawiając).

Jenerale.

P. Zefiryn.

Ależ rym.

P. Hilary.

Fraszka!.. Jenerale...

P. Zefiryn.

Dalibóg, że nie można.

P. Piotr (pijany).

Nie rozumiem wcale...
Stryjaszek Pułkownikiem... Ba! Ba!.. Jenerałem...
Kiedy Stryjaszek, ja wiem, w swojém życiu całém
Nie był nawet doboszem.

P. Wacław. (*)

Temu wino służy.