Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VIII.djvu/014

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Szymon.

Tak! zdawało! Szymona zawsze wszędzie mało;
Szymon tu i Szymon tam każdy woła sobie,
Bo cóż kto kiedy zrobi, czego ja nie zrobię?
Do kawy, wina, jak w dym — do roboty hola!
A do tego baraszki, pustota, swawola...
(zbliżając się)
Najgorsze w garderobie te młode dziewczęta;
Na ludzkie udręczenie dał im Bóg pyszczęta.
Jeno wstaną, już krzyczą — pędzę — kto mnie woła?
(przedrzeźniając)
Nie ja, nie ja i hi hi, hi hi hi do koła.

Zosia.

Ależ mój ty Szymonie, niesłuszne twe żale,
Ty słyszysz zawsze, chociaż nie woła nikt wcale.
Tobie tak w uszach szumi.

Szymon.

Co? krzyk, że aż głuszy:
Szymon! Szymon! miałyby robić moje uszy?
O! O! Proszę Panuńci, to ktoś plotkę zrobił,
Żebym wiedział, kto taki, dalibóg bym obił.

Zosia.

No nie gniewaj się stary.

Szymon (p. k. m.).

Jakież tam nowiny?
Pan Piotr zatem przyjeżdża, dziś bal, zrękowiny.

Zosia.

A tak, tak, zrękowiny.

Szymon.

Cieszę się niezmiernie.
Panuńcia tu zostanie, ja dosłużę wiernie.