Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VII.djvu/292

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
Melchior.

Zbrodniarz!

Laura.

Przecie od tego zacząć trzeba. Założył ręce i daje unosić się prądowi nie myśląc gdzie on go wyrzucić może. Nie chce żenić się z kuzynką nieznajomą, niechże przecie coś zrobi, coś powie, coby odpowiadało téj chęci.

Melchior.

Cóż ma robić? — Ma krzyczeć przez tubę z Wrocławia do Gdańska. (grubym głosem) Kuzynko! ja cię nie chcę, bo się zakochałem tymczasem w jednym nosku i w dwóch niebieskich ślepkach.

Laura.

Ale mnie, mnie może powiedzieć, co zamierza w tym względzie przedsięwziąć. Do tego chcę go dziś zmusić. Kochany Wujaszku, nie masz się czego gniewać, a nawet prawdę mówiąc powinieneś mi dziękować.

Melchior.

A to za co?

Laura.

Że ci daję sposobność okazać się dobrym Pułkownikiem.

Melchior (śmiejąc się).

Tego nie byłbym zgadł.

Laura.

Bo jeździsz incognito pomiędzy oddziały twojego pułku i możesz się skrycie przekonywać, czy wszystko jest tak w istocie jak ci raportują.