Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VII.djvu/097

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
Dolski.

O! O! nowa karczma.

Telembecki.

Mury dobre... trzeba było dach postawić... bo żyd płacze, że na głowę cieknie... delikacik!.. Ale takie to teraz czasy.

Dolski.

A woły?

Telembecki.

Pyszne! tylko trochę chudo się trzymają... Niech Wielmożny Pan raczy podpisać sumaryczny rachunek kassy.

Dolski.

Ale zaraz, zaraz. Marcinie! gdyby kto przyszedł, powiedz, że mnie nie ma.

Telembecki.

Lepiéj na klucz zamknąć i nie odzywać się.

Dolski.

Dobrze mówisz... zamknij i nie odzywaj się.

Marcin.

Ba! kiedy ni można.

Dolski.

Dlaczego?

Marcin.

Bo klucz wyleciał.

Dolski.

Jakto wyleciał?

Telembecki.

Moze od innych drzwi dobierze.