Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VII.djvu/095

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
Telembecki (który rozłożył papiery na zamkniętéj toalecie)

Tą należytość trzeba zapłacić jak najprędzéj.

Dolski (siadając).

Wykaz kosztów reparacyj kościoła... ale czemuż nie podsumowane?

Telembecki.

Miałżebym zapomnieć?

Dolski.

Zrachujże Pan prędko.

Telembecki (szukając po kieszeniach).

A niechże cię jasny piorun trzaśnie!..

Dolski.

O! O! Panie Telembecki.

Telembecki.

Okulary zgubiłem.

Dolski.

Dobrze — żebym przynajmniéj mógł zmiarkować mniéj więcéj... Marcinie!.. mój pulares... O! O! zmiłuj się Telembesiu, to za grubo.

Telembecki.

Niech wielmożny Pan strąci, co się zdawać będzie...

Dolski.

Ach, żebym tylko miał trochę więcéj czasu. (Patrzy na ścienny zegar, co w ciągu aktu często powtarza. Marcin przynosi pulares i wychodzi do przedpokoju. Dolski czytając) Dwieście, sto czterdzieści... pięćset... (Do Marcina wchodzącego.) Czego?

Marcin.

Pan Hendryk czeka w karecie na dole.