Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VI.djvu/196

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
Celina.

Boisz się więc żony?

Ernest.

Jedynie ze stanowiska sztuki, bo o jéj fizycznych wdziękach nie potrzebuję myśleć.

Celina (śmiejąc się).

Krótka, sucha, żółta.

Ernest.

Ach!

Celina.

Ale któż to wié. Miała lat czternaście, od tego czasu mogła uróść, wyładnieć. (Zdejmuje kapelusz i kładzie na stoliku.) Gorąco!

Ernest.

Ha! zgadłem.

Celina.

Cóż Pan zgadłeś?

Ernest.

Ze równie jak Twój głos piękny, tak Pani...

Celina (sens kończąc).

Jesteś piękną... zapatrując się ze stanowiska sztuki. Ale jakimże sposobem mógł pies w sam czas pchnąć do muzykalnéj wyprawy?

Ernest.

Ach gdzieżtam, pies był na łańcuchu.

Celina.

A tak?! Pan widzę jesteś dobrym aktorem. Śpiewasz a jeszcze lepiéj udajesz — czemu nie wstąpisz do teatru.