Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom VI.djvu/026

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Tam się wprawiała celno ze sztućca uderzyć,
Tam rozbijać toporem, oszczepem się mierzyć;
A zawsze z krwią spokojną jak w ręku tak w oku
Czy niedźwiedź, czy odyniec, dotrzymać mu kroku.
Tam znosić niewygody, do pracy się wciągać,
Nie bać się deszczów, mrozów i z trudów urągać;
Taka młodzież do broni i do konia wprawna,
Pogromem nieprzyjaciół była kiedyś sławna.
Dziś zaś wasze gonitwy, parforce polowania
To jest tylko firanka co handel osłania;
Koń szlachetny, Rycerstwa towarzysz bojowy
Dziś w ręku spekulantów jest towar giełdowy;
Odwaga ani zręczność nie wiodą do dzieła,
Bo brudna chciwość zysku w treningi go pchnęła.
A ów w czerwonym fraku albo pstrym żupanku
Cóż umie, prócz naganiać i spadać bez szwanku?
Nie zdatny na ułana podrostek wybladły,
Co mu wasze pigułki pół wagi objadły.
Ot, jedném słowem, niéma szczéréj, stałéj chęci,
Małpiarstwo u nas wszystko wykrzywi, przekręci;
Łowy niegdyś nauką, dzisiaj są szaleństwem,
A cała Anglomanja największém błazeństwem.

Szwarc (na stronie).

A to szlachcic weredyk. — (głośno ironicznie) Rozprawiasz Pan pięknie,
Lecz moda pańskiéj klątwy ponoś się nie zlęknie.
I dopóki panuje na tej naszej ziemi,
Głupcami być możemy, ale angielskiemi.
(do Albina)
Przymierz mundur.

Albin (przestraszony).

Co?... I ja?... w tém? W to mnie ubiorą?