Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom V.djvu/033

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Alina.

Umiesz aż nadto moję ukołysać trwogę,
Bo słysząc te wyrazy świat zapomnieć mogę.
Ale listów dziś niema — Bóg wie co się dzieje!
Może już dotąd znikły najdroższe nadzieje.

Edmund.

Wszystko skończy się dobrze, bądź tylko cierpliwa.

Alina.

Mnie nie na cierpliwości, na odwadze zbywa.

Edmund.

Nikt nademnie nie traci i nie cierpi na tém,
Iż nie mogę przed całym pochwalić się światem:

(ujmując ją wpół)

Moją jest żoną! moją! ta wdzięczna Alina,
Dawniej cel naszych westchnień, dziś żalu przyczyna!
Ale jestem spokojny co do mojej sprawy.
Pułkownik nieprzyjaciel, ale człowiek prawy,
Jak tylko do sił przyjdzie, działać będzie w stanie,
Pewnie na mą obronę uczyni wyznanie:
Iż nie tylko że nie był wyzwany przezemnie,
Ale żem się godzinę wzbraniał nadaremnie,
Że mi wcisnął pistolet i lżącym wyrazem
Zmusił w końcu do gniewu i do strzału razem.

Alina.

Nie wątpię że uczciwy, że to wszystko powie,
Ależ na to potrzeba by odzyskał zdrowie.

Edmund.

Ma się lepiej, w ostatnim Radost pisał liście.