Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IX.djvu/095

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Dormund.

Nie, nie. Trzeba abyś Pani, nie dając żadnego objaśnienia, stanowczo moją rękę odrzuciła.

Antonja.

Nie chcę.

Dormund.

A ja Pani teraz powiem otwarcie: Pani masz rozum, ale nie masz rozsądku. Pani myślisz, że masz silny charakter a masz tylko upór. Pani napiętrzyłaś, z ułamków źle zrozumianych książek, opinię o świecie, a świata nie znasz. Dąsy, zazdrości, kłótnie, zgody, wszystko to może być katechizmem zakochanéj pary... nie przeczę, — ale teraz nie jest na czasie i krótko mówiąc... Albo Pani dasz się powodować moją radą, albo wszystko wyjawię... bo już nakoniec i świętemu zabrakłoby cierpliwości — i rozwiążę od razu tę za długą już komedyę.

(Laura parska śmiechem — śmieje się czas jakiś. — Wszyscy zostają w nieruchomém zadziwieniu.)
Laura.

Dowiedziałam się dziwnych rzeczy od naszego szanownego profesora.

Elwin.

Pani. — Zmiłuj się.

Laura.

Wszystko opowiem, ale chciałabym pierwéj sam na sam rozmówić się z Panem profesorem.

(Śmieje się.)
Warski.

Ustąpmy się, chodźmy. Jestem bardzo ciekawy.

(Warski, Dormund, Antonja odchodzą.)