Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IX.djvu/053

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Elwin.

Rozumiem. (na stronie) I coraz lepiéj.

Laura.

Pan Dormund ukochał młodą, ładną osobę, — bardzo naturalnie... dlaczegóżby nie miał kochać. Ale chciałabym objaśnienia dlaczego obrał sobie drogę tak niezgodną z jego otwartym charakterem.

Elwin.

Otwartym, nie powiem. Ja jego najlepszy przyjaciel, tylko wnioskować mogę.

Laura.

Coż więc Pan wnioskujesz? (p. k. m.) Pan się namyślasz?

Elwin.

Nie wiem czy wypada...

Laura.

Ja pewnie nie zdradzę.

Elwin (na stronie).

Możemy pozyskać sprzymierzeńca, odciągnąć od Warskiego, — Antonją od macochy uwolnić.

Laura (zniecierpliwiona).

No, cóż? Jeżeli Pan profesor chcesz dyplomatyzować, to niech mowy o tém nie będzie. Zresztą wielkiéj wagi do tego nie przywiązuję.

Elwin.

Na dyplomatę nie mam zdolności. Wyjawiać jednak cudze tajemnice i to jeszcze tylko przez wnioski, nie wiem czy rozsądnie. Ale ponieważ jestem przekonany, że Dormund w swojém postanowieniu szczęścia nie znajdzie, chcę wszelkiemi sposobami