Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IX.djvu/037

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Elwin.

Ależ dla Boga! czyliż pokochawszy ją całą siłą duszy, mogłem jéj na wstępie wyjawiać wszystkie moje grzechy.

Dormund.

Długi rejestr!

Elwin.

Czyliż sądząc po przeszłości, zawierzyłaby memu przedsięwzięciu?

Dormund.

Przedsięwzięciu znikomemu.

Elwin.

Nie, nie. Przysięgam na pamięć twojéj matki, która mnie jak syna kochała, która na śmiertelném łożu błogosławiła, — przysięgam, że szczerze mówię.

Dormund.

Wierzę nareszcie, że mówisz szczerze dzisiaj, ale jutro?

Elwin.

Dormundzie, kochany mój bracie, ojcze, opiekunie, nie opuszczaj mnie.

Dormund.

Już znowu wlazł na mnie, już... Ale cóż mam robić u djabła?!

Elwin.

Wejdziesz do domu Warskiego i jako przyjaciela wprowadzisz mnie z sobą razem. Ślubu przecież zaraz nie weźmiesz.

Dormund.

Spodziewam się.