Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IX.djvu/032

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Wielmożnemu adwokatowi Dormundowi, i w krótkości powiedział co mam powiedzieć. Tém więcéj że cierpię ból głowy, chronologiczny jak doktorowie nazywają.

Dormund.

Słucham więc.

Warski.

Reasumuję. Moją córką Antonję, małoletnią zastałem u Wielmożnego Wać Pana Dobrodzieja, sam na sam w miłosnéj rozmowie.

Dormund.

Temu przeczyć muszę.

Warski.

Fakt, że zastałem.

Dormund.

Ale nie w miłosnéj rozmowie.

Warski.

W scyentyficznéj rozmowie, nie koniecznie potrzeba trzymać się za ręce. Chciej więc Wielmożny Wać Pan Dobrodziej wysłuchać mnie tylko z kompletną cierpliwością.

Dormund.

Niech i tak będzie. Sprzeczki sobie nie życzę.

Warski.

A ja tém mniéj, grzecznie mówiąc. Po niezaprzeczonym zatém fakcie, że moją córkę małoletnią zastałem sam na sam w pomieszkaniu Wielmożnego Wać Pana Dobrodzieja, spodziewam się, że dziś albo jutro przyjdziesz do mnie jako do ojca i prosić