Strona:PL Aleksander Fredro - Dzieła tom IV.djvu/304

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Szambelanowa.

Nie widzę nic w tém dziwnego, że młody człowiek stara się podobać młodej pannie — masz rywala i cóż ztąd? — Rien du tout.

Szambelan.

Bójcie się Boga...

Szambelanowa.

Mój pierwszy mąż śp. Jenerał-Major Tuz, czy myślisz że tyle tylko miał przeciwności nim mnie zaślubił? — Comment?

Szambelan.

Rzecz okropna...

Szambelanowa (wskazując głową).

Za niego zaś, żem poszła, to mnie moi bracia namówili. — Bodaj im Pan Bóg tego nie pamiętał!

Szambelan.

Dziękuję ci, moja Basiu, ale słuchaj...

Janusz.

Ludmir wkręca się zręcznie w łaskę pana Jowialskiego.

Szambelan.

Daremnie proszę, za nic mnie mają.

Szambelanowa.

Dwie drogi masz Pan przed sobą: albo nakłonić starą bajkę w postaci pana Jowialskiego, aby oddalił z domu ulubionych gości, albo użyć ogólnego lekarstwa, jak mawiał pierwszy mój mąż świętej...

Janusz (porywczo kończąc).

Pamięci, Jenerał-Major Tuz

Szambelanowa.

Tak jest. A tem ogólném lekarstwem jest: cierpliwość.

Janusz.

No, jeżeli ja nie jestem cierpliwy, to i te mury są niecierpliwe.